otwieramy szampana i skaczemy z dachów

i gdybym tak ujrzała cię w zakurzony miejski dzień. poczułabym metaliczny posmak  żalu w nadmiarze wypompowywanego z serca. wypłynęłyby na powierzchnie skarby statku, który zatopiłeś na moim morzu. już ich nie odnajdę, bo nie mam powodu spacerować po plaży.

i pewnie zanim ułożę te słowa w całość czytelną zdążę jeszcze postradać zmysły. i z gracją wtargnie się chaos. przerywając ciągłość i garbiąc co popadnie. znów stanę się słoną laleczką

i w sumie nie mam już powodów do życia. i na powodach się skończy, bo nie mam siły na skutek. więc proszę cię najdroższy, zgaś światło. a ja cię znajdę jako mglisty poranek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s