wśród opadłych liści nie wyrosną astry

chciałoby się znikać, niczym kolor fotografii. naskórek ze starych blizn powstałych na skutek urazów wszelkich nieplanowanych. a moja krew, ona nigdy nie umiała zgęstnieć. by zatrzymać ciepło pod skórą ciała.a myśląc o bliznowaceniu, spotkanie nasze przypadkowością zrodzone, tak trwałe się stało. i nie wiem po kim masz tę przedwczesność i wieczny czas gojenia. bo ta miłość ku tobie za bardzo, za prędko, zbyt długo.

żałosne i nieodpowiedzialne, więc wyparłam. czasem jedynie bezinteresownie na moment odwiedzam za korytarzem myśli. robisz herbaty, rozmawiamy o sprawach, które zdarzyć się musiały i  te, o których zapominamy

jeśli pozwolę tobie rozebrać moje myśli

zbyt długo. zbyt długo moczyłam serce w chłodnej wodzie. zbyt długo kamienie i konary. zbyt trudno, by teraz móc nazwać cię dobrem.

boleśnie dziś wschodziło słońce, boleśniej niż ostatnio to bywało. w tym śnie umiałeś mnie kochać, w tym życiu, w tych ciałach i z tą duszą. a słońce zajdzie, jak zwykle – co raz dalej od ciebie

Na progu dewocjonaliów

Opowiedz mi o zapachu kochanek. Czy ich ramiona otulone aromatem słońca. Co mówią ich spierzchnięte tobą ustą. Jak wymawiają słowa o powrotach. Czy lekkimi są ich puszczane dłonie, a miękkimi niepogłaskane włosy. Jak mają na imię pocieszające je matki.
Opowiedz.
Czy masz jeszcze grzechy do popełnienia. Tak bardzo czekam. Chcę wybaczać.

za skrzyżowaniem

kochaliśmy się w swoich snach, mieliśmy miłość we wspólnych planach o balkonie skąpanym w budzącym się słońcu. śmiejąc się na pożegnanie marzyliśmy o powrotach. i wtedy życie było łatwe.

teraz będąc mądrzejsza o parę miesięcy i dwie pory roku, nadal niechcący wybieram twój numer i odwracam się na dźwięk tego imienia. chociaż upokorzona, wciąż dobrze mu życzę. by te plany się spełniły. o ciepłych posadzkach balkonu. o normalnym, zwykłym życiu.

serdeczny

całe szczęście, że nie o miłość chodziło. a jedynie dwie szczypty czułości, mój słodki.

i całe szczęście, że już nie będzie okazji. rozmawiać o  kościstych kolanach i pełnych barkach. a jedynie o pogodzie, że mżawka.

powtórzę to, ja poganka- nigdy a nigdy nie umrę przy tobie, nie dopiję kawy.

 

nieprzysiadny blues

ty jesteś radosny, ja za to pogodna. księżyc ci kupię lub zastąpię jeden na chwilę. w dzień suchy jak ten, chciałam się kleić. chciałam się psioczyć, pękać filiżanką w dłoniach jak te.

umiesz być wszystkim. umiem być niczym.

a tak we mnie

wierzyłeś