ona, czyli sobota

odtrącenie-
tego słowa szukałam przez wiele, wiele dni

 by opisywało
tak wiele uczuć, poczynań, relacji czy ich braku.


mnie się chcę nic, naprawdę. wiele spraw
nie zostało zamkniętych, gniją jak
niezaleczone rany. ale nie- ja nie panikuję.
jestem sucha i naga- nie czuję wobec tego wszystkiego nic głębszego.
może to tak przeraża?
nabrałam dziwnego dystansu, braku zaangażowania.
wobec przeszłości.
przyszłosci jak zwykle się boję .


zamykam się w swojej wyobraźni.


nie bój się sali 41, Ty dasz radę.
aczkolwiek obawy zawsze są naturalne przy zmianach.
warto je oswoić

:*
zadeszczona sobota

baby doll

 you say to me the hand of a night is not a hand for me
that's the most sad I've ever heard from another man

nie umiałam krzyczeć gdy widziałam Go
z Panią Inną
a jednak  ociepla dłonie już kogoś
przeklęte żarówki zarysowane szyby
przemoknięte szklanki

nie wiem czy bardziej bolało że całuje
ją tak jak całował mnie czy świadomość że
już nigdynigdy nie dotknie mnie
piękną myslą

stałam się już widocznie tylko statystyką numerem telefonu
jakimś zagubionym zdjęciem opuszczonym cieniem
minionych dni

mam we włosach pajęczyny
nieużywane usta
wolałabym być już martwą
zapomnieć o istnieniu

o świadomości bycia niechcianą

minus

poszłam dziś na długi długi zimny spacer.
wiatr przyjemnie pomieszał mi w głowie,
zalotnie skręcał kosmyki
widziałam niewyraźne twarze Ktosiów

a że jestem - mówił mi rozwlekły cień
i stukot nadeptywanych chodnikowych
studzienek

a jednak- jestem. ostatnio nie czuję się
taka.

ostatnio także stać mnie tylko na marzenia.
potrafię rozmywać się nimi długo
dłużej. te marzenia przeciągają się we mnie
jak znudzony kot skrzypią i stukają
jak dźwięki w najgłębszą noc

najmocniej lubię przed snem
potem nie mogę zasnąć i wsłuchuje się w tą
najgłębszą noc

mam przed sobą ten obraz najzwyklejszy -
stoję ja i stoi on. jest jesień jak ta
owijam rękoma jego pas i czuję cieplejszy niż
reszta świata oddech
i wiem, że jesteśmy
specjalnie
nigdy już oddzielnie

a im mocniej o tym marzę tym mniej
w to wierzę
nie chcę już ich- tych marzeń niewdzięcznych
i zbyt pięknych
po co mi imitacja rzeczywistości

zapominajka

'zostawiam cię tam gdzie nie sięga pamięć'

patrz, jaka jestem
przezroczysta, ubrana w żylastą błonę
jestem jakimś kształtem
nieważnym
zostawiającym niepotrzebne ślady na śniegu klamkach
dywanie
jestem dwutlenkiem węgla w gazowanej
wodzie

ostatnio zbyt często idąc, padam, umieram na chodnikach
z tęsknoty i z braku

już dawno bez odpowiedzi na moje s.o.s
- co raz straszniejsze sny (straszne, bo tak piękne
. a kontrast po przebudzeniu
jest nieziemsko bolesny)

tak tkliwa i taka przedelikacona
piszę do Ciebie
bo Ty jesteś mój narkotyk :*

masz ognia?

i am nowhere girl

- to chyba tylko albo aż

nic i nikt mnie nie spotyka
oprócz poranków i wieczorów

moje klucze od domu moje zatrzaski od
serca które codziennie się wymyka na długie spacery
ucieka ode mnie gubi się i
znajduje

jak nieużywana martwa zapalniczka

a mnie nie ma

wczoraj umarłam

rozpadłam się na tysiąc tysięcznych mikro
elementów
cała morena pokryta mną
-w zakamarkach chodników w załamaniach
wiat przystankowych na śmietniku w kieszeniach
dzieci wracających ze szkoły we włosach 
pod sam cerfur-

nie pytaj proszę dlaczego, przez kogo, przez co.
tylko złap mnie za rękę, której chyba nie mam.
zostało mi tylko serce duże soczyste w swym bólu,pulsuje raz raz i dwa

raz r
a z z

piszę do Ciebie, a raczej moje emocje
świeże
boję się nocy
boję się ranka
czemu jest tak ciemno

proszę , bądź cierpliwa
muszę znów posklejać się
bądź ;*

zbiory układy konstelacje

przy Tobie czasem przyszłym.

czy naprawdę brak wiary w Jego
posiadasz?
boisz się tego, przeciwdziałasz,
uciekasz?

- ja zgadzam się smutnie
z samą sobą stracę czas jestem zbiorem zwykłych
przyzwyczajeń
tak, nie, wstać, dać głos
rozczesać włos

krzywdząca wyobraźnia, krzycząca
mam w głowie helikoptery przed oczami kontury
opuszczonego miasta  przez wszystkie wartości dzielone
na pół
nie chcę już próbować

tym razem się nie uda

zbieraj mnie

wybacz I, moją nieobecność.
4 noce bez snu
tak, wczoraj była pełnia
a ja wilkołak, nie ma mowy o śnie.

i czułam że cokolwiek powiem
będzie zbyt zimne , zbyt rzeczywiste
i kujące. że będzie kojarzyć się bardziej
z automatyczną sekretarką niż
tym Kotem którego noszę dla Ciebie.

właśnie, ocknąć się.
tego mi brakowało. dawno nie było
powodzi w moim pokoju nocami, gdy Mama śpi gdy Mama nie słyszy.
moja powódź jest cicha, zatapia poduszki
dywany porusza ścianami.
bo co można robić z bezsennymi nocami ?

chcę chcę chcę dziwnych dźwięków
gitary uciec z miasta.

niewyspani chcą litości.